Właściwie nie lubię wyjeżdżać...
Lubię widok ze swojego okna,
swoje łózko też lubię,
zapach miasta, jego odór też mi odpowiada.
Ale wyjeżdżając tam... nie czuję wyjechania.
Po ponad trzech godzinach w pociągu,
widząc obrzeża miasta... serce mi skacze,
oczy się świecą...
I tylko czekam, aż wysiądę na peronie (za każdym razem na innym),
aż zaczerpnę tamtejszego powietrza, spojrzę na tamtejsze niebo.
Dobrze mieć takie miejsce, w którym będąc obcym, intruzem...
czuję się jak u siebie.
Niecierpliwość, odprężenie i ta namiastka smutku przy wsiadaniu do powrotnego pociągu.
Namiastka. Bo przecież znów wrócę.
Jest tu kilka takich miejsc,
Gdzie nie warto się pałętać.
I kilka takich miejsc,
By zapomnieć i pamiętać.
